Bodaj większość pątników z Polski wyruszających do Santiago pieszo już z domu, kieruje się na dawna „Górną Drogę”. Bo geometrycznie, na mapie wydaje się najkrótsza. Bo pociągają krajobrazy. Bo dłużej można bez większych kłopotów dogadać się z braćmi Słowianami nad Izerą, Wełtawą i Berounką.

Szlak przez Czechy stopniowo jest oznakowywany znaną skądinąd muszlą. Dotychczas Droga Żytawska na terenie Republiki Czeskiej znakowana była jako międzynarodowy szlak rowerowy I-24, obie trasy z Pragi na południowy-zachód nie były znakowane w ogóle, a widoczne pod Hradčanami albo w rejonie Liberca polskie lub niemieckie naklejki z muszlą były nie do końca legalnym działaniem jednego z zapalonych pątników spod Ještedu. Teraz „Svatojakubska Cesta” zyskała zgodę „Klubu Czeskich Turystów” (odpowiednik naszego PTTK), które to KČT jako jedyne uprawnione jest do znakowania szlaków turystycznych i rowerowych u naszych południowych sąsiadów. Symbol muszli pojawił się na drogowskazach wraz z informacją, którym z „kolorowych” szlaków pieszych należy iść dalej do Santiago.

Pewnym problemem, na który wskazują członkowie praskiego stowarzyszenia „Ultreia”, jest dystansowanie się od Drogi ze strony działających w Czechach Kościołów. Zarówno katoliccy, jak i husyccy czy ewangeliccy hierarchowie uważają „caminowiczów” jedynie za turystów i niezbyt chętnie podejmują współpracę z organizatorami szlaku. Chlubne wyjątki (jak np. dotychczasowy proboszcz z Mnichovego Hradištĕ) pozwalają mieć nadzieję, że sytuacja ulegnie poprawie. Póki co czescy miłośnicy Drogi św. Jakuba skupiają się na utrzymaniu szlaku od Hradka nad Nysą do Pragi i dalej obu tras do granicy z Bawarią i dopóki trasa ta na dobre nie zacznie funkcjonować, nie planują tworzenia nowych odcinków szlaku. Krótkie odcinki dojściowe z Czeskiego Krumlova do Pasawy oraz z Mikulova do granicy z Austrią zostały wytyczone przez niemieckich i austriackich pielgrzymów.

Stanowisko podobne do pragmatycznych Czechów zajęli oszczędni Szwajcarzy, choć w Alpach przyczyny są inne, niż między Karkonoszami a Szumawą. Na terenie Szwajcarii zbiegają się trzy trasy Drogi św. Jakuba (dwie z południowych Niemiec przez Lindau i Konstancję oraz trasa z Austrii przez Feldkirch), które od Einsiedeln prowadzą zgodnie do Genewy. Potomkowie Wilhelma Tella wolą więc porządnie, bezpiecznie, czytelnie i atrakcyjnie przygotować tę główna trasę wiodącą w stronę Le Puy i nie zamierzają rozpraszać sił i środków na drobne odcinki lokalne.

Jednocześnie konfederacyjnie nastawieni Helweci rozpoczęli działania w kierunku skoordynowania międzynarodowych działań na Szlaku i powołali do życia sieć bazującą na lokalnych grupach działania programu rozwoju obszarów wiejskich Leader. Do sieci „Europejskie Drogi św. Jakuba” włączyli się Austriacy, Bawarczycy, Czesi, Francuzi i Polacy. Istnieją także kontakty z krainami pozostającymi niegdyś w koronie św. Stefana: trwa wytyczanie szlaku z Budapesztu przez  Lebany do Wiednia, a w Siedmiogrodzie myśli się o odcinku Camino z rejonu Suczawy do Ostrzyhomia z zahaczeniem o Słowację. Plany są więc rozległe.

Póki co wystartowała strona www.jakobswege.net (istnieje zamierzenie, by zafunkcjonowała jej wersja czeska i polska), zaś adres www.jakobswege-PL.eu kieruje bezpośrednio na niemiecką wersję portalu www.camino.net.pl .

O wynikach prac w kraju Mozarta możemy poczytać m.in. na stronie www.jakobswege-A.eu . Austriackim odcinkom Drogi św. Jakuba sprzyjają zarówno krajobrazy, jak i struktury kościelne, a także władze regionów (Bundeslandów). W Vorarlbergu i Tyrolu rola lokalnych stowarzyszeń czy nieformalnych grup związanych z Camino w zasadzie sprowadza się do radosnego korzystania ze szlaku zorganizowanego i wyznaczonego przez władze regionalne, dbające także o jego finansowanie i infrastrukturę. Promocją w dużej mierze zajmują się diecezje, które korzystają z Drogi w swojej działalności duszpasterskiej. Efektem tej sytuacji jest jednak i to, że austriackie szlaki do Santiago funkcjonują w zasadzie na równi ze szlakami do Mariazell. Można więc na nich natknąć się zarówno na grupę pielgrzymkową idącą w kierunku przeciwnym, niż ten, w którym wiedzie „Droga Muszli”, jak i na dziarsko – bo bez plecaków jadących autem – podążającą ekipę zorganizowaną przez biuro podróży.

Więcej z indywidualnego, znanego nam z Hiszpanii, charakteru Drogi znajdziemy za to w Niemczech. Nie ucichły jeszcze echa  bestsellerowej książki Hape Kerkelinga „Ich bin dann mal weg” (Ruszyłem więc w drogę; jej polską wersję Wydawnictwo Dolnośląskie wydało pod tytułem „Droga do Santiago”), a już pojawiają się poradniki „Ich bin dann mal hier geblieben” (Zostałem więc tutaj) zachęcające do pozostania w tym roku na szlakach Republiki Federalnej. Zgodnie przestrzega się bowiem nad Łabą i Renem przed „zadeptaniem” Camino de Santiago w Hiszpanii. Ekonomiczne argumenty odwołujące się do obecnego w świadomości i mediach kryzysu przekonują miłujących swoje małe ojczyzny Bawarczyków, Saksończyków czy Westfalczyków do przejścia Camino w nieodległej okolicy, zamiast lotu na Półwysep Iberyjski. A że efektem niezwykłego afektu Niemców do działania w licznych stowarzyszeniach (podobnie jak w Polsce to one zajmują się wytyczaniem i utrzymaniem szlaków) gęstość sieci Dróg św. Jakuba podejrzanie przypomina sieć niemieckich autostrad, jest i w czym wybierać. Od czasu wytyczenia w roku 1995 pierwszego odcinka Drogi z Norymbergi do Rothenburga, między Odra i Mozelą powstało znacznie ponad 3 tysiące kilometrów znakowanego muszlą szlaku i nie jest to ostatnie słowo. Do interesujących z naszej perspektywy odcinków trzeba zaliczyć fragment dawnej Via Imperii z Lipska do Bambergu i Norymbergi (kierowcom znane jako A-9) oraz „Drogę Frankońską” (Budziszyn – Drezno – Chemnitz – Hof; jako żywo A-72…), która otwarta zostanie między rokiem 2012 a 2015. Langsam aber sicher.

Godną podziwu jest ekumeniczna współpraca poszczególnych grup lokalnych przy odtwarzaniu i utrzymaniu szlaku. W kraju będącym miejscami szachownicą tradycyjnych związków z określonym wyznaniem, gdzie mieszkańcy katolickiej gminy woleli przez wieki nie mieć nic wspólnego z „kacerzami” zza góry, a luteranin wolałby odmówić różaniec, niż recytować Psalm w zborze z kalwinami z drugiego końca wsi, Droga godzi wszystkich. W zainicjowanych przez ewangelickiego pastora z Templin „sobotnich pielgrzymkach” (Samstagspilgern) biorą udział również katolicy, a msza św. na zakończenie dorocznego spotkania jakubowego stowarzyszenia w ewangelickiej Frankonii nikogo nie dziwi.

Istotnym minusem Drogi św. Jakuba w Niemczech z punktu widzenia pątnika chcącego przejść przez ten jednak rozległy kraj, jest brak jednej, „centralnej” strony internetowej informującej o możliwych trasach ciągłego przejścia czy odsyłającej do poszczególnych odcinków. Federacyjne myślenie naszych zachodnich sąsiadów prowadzi tu do pewnego chaosu, któremu starają się zaradzić inicjatywy prywatnych osób, jak np. Manfreda Zentgrafa, który prowadzi wysyłkową księgarnię www.jakobuspilger-zentgraf.de oraz wydał już drugą mapę przedstawiającą sieć niemieckiego Camino. Jeśli jednak już trafimy na informację (niekiedy nawet dość dokładną) o danym odcinku, trudno będzie o nią w języku innym, niż niemiecki.

Górna Droga doprowadza do Le Puy, skąd do Santiago kieruje dawna Via Podiensis.