RokWiary

Do listopada 2013 r. w Kościele katolickim trwa Rok Wiary. Stanowi on okazję do zastanowienia się nad (swoją) wiarą – wszak wiara szuka zrozumienia, na co wskazywał przed blisko tysiącleciem Anzelm z Canterbury. Wiara religijna nie ma zatem nic wspólnego z łatwowiernością czy naiwnością. Z jednej strony wiara łączy się z rozważaniem racji, z drugiej strony jest zadaniem. „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie” (1 Tes. 5,21). Wiara jest także łaską, odpowiedzią na działanie Boga, który pierwszy wychodzi nam naprzeciw, od wewnątrz nas porusza, otwiera oczy na przyjęcie prawd objawionych. Ponadto Katechizm Kościoła Katolickiego nazywa wiarę „przylgnięciem” człowieka do Boga, a zarazem „dobrowolnym uznaniem całej prawdy, którą Bóg objawił” (KKK 150). W wierze mamy więc do czynienia z niezwykłym spotkaniem niezasłużonego daru, roztropnego rozważania, ludzkiej decyzji i zwykłego ludzkiego uczucia.

Czym więc jest wiara? Dlaczego wierzę (albo wiarę odrzucam, co także jest formą wiary, swoistą wiarą à rebours)? W co wierzę? A może raczej – Komu wierzę? Czy wiara to to samo, co zaufanie?Jak się ma wiara do wiedzy? Co z tej wiary wynika, bo przecież „także i złe duchy wierzą i drżą” (Jk 2, 19). To tylko niektóre z pytań, które się pojawiają, gdy myślimy o wierze.

Doświadczenie pielgrzymów pokazuje, że wiele pytań, na które w codzienności „nie mamy czasu” albo grzęzną one w rutynie, wraca do nas i „myśli się” w drodze. Gdy mamy czas, gdy spokojny i naturalny rytm kroków porządkuje myśli i uczucia, umożliwia rozważanie, to wtedy najczęściej doświadczamy odpowiedzi również na pytania o wiarę; tak doświadczamy, bo to częściej wynik przeżycia, niż jedynie logicznego rozumowania. Albo po prostu – wiarę zyskujemy, bo doświadczamy w drodze małych cudów, bo z dala od zgiełku słyszymy słowa Chrystusa, który jest z nami w drodze, tak jak z uczniami do Emaus i wiele nam po drodze „wyjaśnia”, a później sobie uświadamiamy, że przecież „serca w nas pałały” (Łk 24, 32). Słyszymy Go w pokrzepiających słowach innych pielgrzymów, w niewyrażalnym słowami pięknie przyrody, w odwiedzanych po drodze kościołach, w nabożeństwach, w których bierzemy udział jako pielgrzymi. Krok po kroku otwierają się nasze oczy i uszy oraz zauważamy, że za tym wszystkim, czego doświadczamy zmysłami, stoi coś więcej. Stoi Ktoś, kto jest Tajemnicą, do której możemy się zbliżyć jedynie poprzez wiarę.

Na stronie internetowej watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary znajdują się obszerne „wskazania odnośnie do tego czasu łaski, nie wykluczające innych propozycji, którymi Duch Święty zechce natchnąć Pasterzy i wiernych w różnych częściach świata”. Korzystając z tej możliwości – i jak ufamy: z inspiracji Ducha – przygotowane zostały przemyślenia, które mogą się stać towarzyszem indywidualnych i organizowanych pielgrzymek Drogą św. Jakuba, która sama w sobie jest niezwykłą przestrzenią (doświadczenia) wiary.

„Pierwszą drogą prowadzącą do odkrycia Boga jest kontemplowanie stworzenia bacznym spojrzeniem” (Benedykt XVI). Doświadczenie Camino  pokazuje, że z każdym krokiem, z każdym dniem coraz szerzej otwierają się oczy, coraz czulsze stają się uszy. Coraz więcej widzimy, coraz więcej słyszymy, coraz głębiej odczuwamy, coraz więcej dostrzegamy. „Wiara rodzi się z tego, co się słyszy” (Rz 10, 17). i „dopóki nie zobaczą, nie uwierzą” (….). Owo zagłębienie się w otaczającą rzeczywistość, w naturę jest więc niezbędne, by odkryć ślady Obecności. Jak przyklejone muszle, jak malowane strzałki, które pojawiają się w czasami najmniej oczekiwanych miejscach, by wskazać nam te właściwą drogę.

„Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29). Najważniejsze chwile chrześcijańskiego roku przeżywamy nocą, wspominając Narodzenie, Zmartwychwstanie czy Zesłanie Ducha Pocieszyciela. Ciemność, w której nie możemy polegać na wzroku i kiedy nie możemy działać w pośpiechu, wzmaga w nas – wiarę. Znana jest refleksja, ze dopiero ciemność pozwala dostrzec światło. Być może podobnie jest z wiarą; by ona się pojawiała, potrzebne jest doświadczenie niewiary. Mówią o tym także wielkie postacie chrześcijańskiej mistyki. Błogosławieni, którzy uwierzyli, choć tkwili w niewierze, choć nie mieli przesłanek, by uwierzyć.

Rok Wiary daje nam więc szczególną sposobność, by mimo ciemności, o których mówi świat, nie pozostać w zamknięciu, lecz wyjść w drogę – zrobić kRok Wiary. Ten krótki tekst niech stanowi więc pierwszy krok w Drodze – impuls do zastanowienia się nad wiarą i impuls do otwarcia się na to, co spotyka pielgrzyma.

Otwarcia się, bo ogłaszając Rok Wiary, papież Benedykt XVI postawił przed nami obraz Wrót Wiary, Porta fidei. Wrota, dopóki są zamknięte, uniemożliwiają ruch; nie pozwalają wyjść, ani wejść. De facto brama taka jest zbędna – równie dobrze można ją zamurować albo zamknąć na cztery spusty. Wrota mają sens jedynie o tyle, o ile można je otworzyć – by wyjść lub wejść. By spowodować ruch, który jest przejawem życia. By nie zamykać się jedynie „wśród wierzących” i by pozwolić wejść tymi, którzy pozornie „nie są z nami”.

Podobną rolę pełni Jakubowy Szlak, na który wyruszają zarówno wierzący, jak i szukający źródeł  wiary czy także ludzie werbalnie odrzucający wiarę religijną, ale popchnięci na Drogę przez swój duchowy czy metafizyczny głód. I być może właśnie ci ostatni są w najściślejszym sensie pielgrzymami, peregrini, gdyż są „cudzoziemcami” i „obcymi” zarówno dla wierzących, jak i dla tych, którzy wiarę odrzucają. W ten sposób Camino staje się miejscem spotkania różnych ludzi, w tym także dla szukających potwierdzenia swej nadwerężonej wiary oraz dla ludzi odnajdujących swą wiarę „przy okazji” długiej wędrówki.

„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14,6). Wiara, a więc bycie w drodze, kroczenie razem z Nim jest drogą (camino), która przez ścieżki czasu wiedzie ku spotkaniu z Nim twarzą w twarz. Tam znajduje się kres naszego trwającego całe życie pielgrzymowania. Wiara, która wiązałaby nas z jednym miejscem, która by nas zamykała, jest martwa. Bo to wiara, która nie przejawia się w czynie (por. Jk 2, 14nn). Donikąd nie prowadzi. Dopiero wiara, która każe wyjść z okopów własnych przekonań i przyzwyczajeń, która zaprasza do wyruszenia w drogę, do uczynienia pierwszego kRoku, a po nim następnych, do otwarcia się na to, co nieznane, co nadchodzi: taka wiara staje się bramą wprowadzającą w nas życie jej treścią.

Każde wyjście zapowiada zarazem przyjście, osiągnięcie celu. Nawet gdyby miało się okazać, że miejsce, do którego dotarliśmy, różni się od tego, które zamierzaliśmy osiągnąć czy jak je sobie wyobrażaliśmy. Jednak i w tym wypadku – o ile rzeczywiście żyjemy wiarą, a nie tylko głosimy ją ustami lub zewnętrznymi formami – należy uznać, że jest to miejsce, do którego mieliśmy dotrzeć. Pamiętasz ze swojego Camino tę cudowną akceptację wszystkiego, co się wydarza? A gdy sprawy się mają wbrew planom, to tak naprawdę – wychodzą na lepsze.To doświadczenie Drogi buduje w nas pewność (wiarę!), że także przy końcu czasu będziemy w miejscu, gdzie mieliśmy dotrzeć. Nawet jeśli będzie to wbrew naszym planom i oczekiwaniom. „I widział Bóg, że było ono dobre”, bo wszechmogący Stwórca jest zarazem wybaczającym Miłosierdziem. „Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.” (Hbr 11, 1)

Czasami w drodze ogarnia nas zwątpienie. Przez tydzień leje galicyjski deszcz, albo od 5 kilometrów nie widzieliśmy żadnej muszelki czy żółtej strzałki. Albo zbliża się wieczór, a wciąż nie mamy miejsca, gdzie byśmy mogli głowę skłonić. Pozostając jednak wiernymi, dojdziemy do miejsca, gdzie szlak się znajduje, otwierają się gościnne drzwi, a przez chmury przebijają się rozgrzewające promienie słońca. Takie „ciemne doliny” muszą się zdarzyć – tego uczy Droga. Nie bójmy się wątpliwości, bo „to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość” (Jk 1, 3).

Wytrwałość, nadzieja wbrew nadziei, wyruszenie w nieznane niczym rzucenie się w toń głębokiej wody – tak było do samego początku wiary. „Przez wiarę ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł nie wiedząc dokąd idzie” (Hbr 11, 8). Narażał się nie tylko na trudy podróży w nieznane, ale także na pośmiewisko i niezrozumienie ze strony krewnych i sąsiadów. Jednak wyruszył, uwierzył i „Pan poczytał mu to zasługę”.

„Nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie…” (por. Łk 7, 6-7). Te słowa doskonale i na pamięć znamy na pamięć z Eucharystii. Poprzedzają one przyjęcie Ciała, którym stało się Słowo. By uświadomić sobie własną małość wobec przychodzącego Boga, powtarzamy słowa setnika – a więc poganina! – człowieka, którego także dzisiaj uznalibyśmy za „niewierzącego”, bo stojącego poza wspólnotą wierzących (a może tylko praktykujących?). Tymczasem Jezus odpowiada mu: „Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu!” (Łk 7,10).

Czy nie zdarzyło się nam na Camino spotkać podobnego „setnika”? Człowieka „niewierzącego”, może nawet ostentacyjnie obojętnego na zewnętrzne przejawy religii, którego jednak wiara okazała się głębsza i prawdziwsza, nawet niż ta „w Izraelu”, w narodzie wybranym. W Kościele? A na pewno dostrzeżona przez Jezusa i postawiona przez Niego jako wzór także „dla Izraela”. Także w Drodze – i w codzienności, która wszak też jest drogą – przychodzi nam często spotkać niewierzącego, by z móc wiarą spotkać Boga. Takie spotkania potrafią obnażyć pojawiającą się niekiedy powierzchowność wiary wierzących.

„Kto zatem jest w stanie wierzyć? – pyta Karl Barth. Nie ten, kto twierdzi, że wiarę posiada, lecz ten, kto wie, że mu na niej zbywa. Nie ten, kto śpi spokojnie przekonany o swojej prawowierności, lecz ten, kto – wezwany i oświecony przez Ducha Świętego – wierzy mimo zagubienia czy wątpliwości. wierzy, nie tracąc z pola widzenia własnej niewiary, która stale mu towarzyszy i daje znać o sobie. Wierzy, prosząc: Panie, pomóż memu niedowiarstwu (Mk 9,24).
Podobnie jest z chrześcijańską drogą. Nie ten nią kroczy, kto jest pewien swego, lecz ten, kogo nieraz ogarniają wątpliwości. Nie ten, kto znalazł niezawodne drogowskazy, lecz ten, kto stale ich szuka i co dzień o nie prosi. Więcej: kto ma odwagę i siłę ducha, by się przed nimi nie cofać. Wąska jest [bowiem] droga, która prowadzi do życia, czytamy w Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 7,14). Wąska, znaczy trudna, bardzo trudna, nawet pełna udręki. Po tym możemy ją poznać”.
(Krzysztof Dorosz, Droga do życia, TP 23(3335)2013, str.20)

„To, coś otrzymał i do czego doszedłeś, jest twoje; a to, co zostało, nadal czeka na ciebie… Gdy wytrwasz, otrzymasz, czego szukasz… Tylko stopniowo, krok za krokiem możesz czerpać”.
(św. Efrem, Komentarz do czterech Ewangelii, 1,18-19)

Leave Comment