Przy okazji świąt – czy to Bożego Narodzenia, czy Wielkanocy – często oglądamy (w kościołach, telewizji, na kartkach pocztowych – choć tych ostatnich coraz rzadziej, niestety) obrazy przedstawiające wydarzenia, które świętujemy. W ten sposób możemy zbliżyć się do wyobrażenia tych scen, jakim je nosi w sobie inna osoba. Bo dobry obraz mówi więcej, niż tysiąc słów.
W tym roku chciałbym podzielić się takim wyobrażeniem działającego w Parmie twórcy znanego jako Correggio. Jego „Świętą noc” możemy zobaczyć w drezdeńskiej Galerii Starych Mistrzów, wśród ponad setki obrazów zakupionych przez księcia-elektora Saksonii i króla Polski, Augusta III. Na ramie obrazu widnieje więc polska korona i herb Rzeczpospolitej. Można odnieść więc wrażenie, że obraz ten kierowany jest w sposób szczególny do nas, mieszkańców kraju nad Wisłą.
Mamy oto scenę, w której uczestniczy kilka osób skupionych wokół nowonarodzonego Jezusa. To On – drobny i bezbronny – jest jedynym źródłem światła wśród mroku. Poza bijącą od drobnego ciałka jasnością, uwagę zwracają tak bardzo różne reakcje występujących w scenie ludzi na przyniesione przez niego światło. Skupiona na nim pełna podziwu i wzruszenia twarz Maryi (cóż się dziwić – zna Go najdłużej ze wszystkich i jest On jej „owocem żywota”). Wycofany, nieco niepewny Józef, świadomy nowych obowiązków (jak utrzymać powiększoną rodzinę? gdzie żyć?). Osłaniająca się przed światłem i nieco przerażona całą sytuacją dziewczyna. Absolutnie zaskoczony i nie mający pojęcia „o co come on”, dopiero przybyły z pastwiska pasterz. Oraz raczej obojętny i postrzegający tę sytuację w kategoriach „eventu” jego towarzysz.
Różne reakcje, różne postawy, ale każda z tych osób jest niezbędną „osobą dramatu”. Gdybyśmy któregokolwiek z nich „wycięli” z obrazu, noc straciłaby na swojej świętości, czyli wyjątkowości. Także gdyby z Correggiowskiej szopki zniknęli nawet ci Nowonarodzonym niezainteresowani lub odwracający od Niego wzrok, mielibyśmy do czynienia z nocą nie świętą, ale co najwyżej „świątobliwą” albo nawet „świętoszkowatą”. Jak dziesiątki „tanich” obrazków, które przemykają nam przed oczami co roku w końu grudnia. Ale Bóg unika tego rodzaju „taniości” opierającej się o kicz.
Jego słowo, działanie i obecność są zawsze nowe, żywe, dynamiczne i stwarzające rzeczy w zupełnie nowym świetle. I to światło – wracając do drezdeńskiego obrazu – z wolna ogarnia cały świat. Na horyzoncie widać poranne zorze. „nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło” (Iz 9,1).
Przyjmijmy to światło – przyniesione przez Nowonarodzonego. Nawet jeśli ono nas nuży, razi, powszednieje czy jest niezrozumiałe. Przyjmijmy też każdego, kto wraz z nami i obok nas, kto stoi w szopce pod tym herbem biało-czerwonym. Bez względu na to, jak się w niej „pozycjonuje”. Bo On przychodzi do każdego. I nie lubi „taniości”, choć upodobał sobie w ubóstwie i skromności.

Leave Comment